Krzemieniec – zatracona ojczyzna

Krzemieniec – niewielkie kresowe miasteczko na Wołyniu, owiane tajemnicą, opiewane w wierszach przez Słowackiego, wybrane spośród wielu innych przez T. Czackiego na siedzibę Liceum Krzemienieckiego. Krzemieniec – miasto symbol, miasto historia i legenda, miasto instytucja. Nie sposób ustalić czy to jego „osobowość” nadała charakter wszystkim ludzkim przedsięwzięciom, czy też ludzie sprawili, że stało się tym, czym było, miejscem, w którym uczucia, emocje, twórczy wysiłek przyniósłby większe żniwo, gdzie panowałaby tak niepowtarzalna atmosfera pracy i nauki a czego świadectwem są wciąż żywe wspomnienia.

Podstawowym zadaniem, jakie postawiłam przed sobą było pytanie o to, co zdecydowało, iż Krzemieniec stał się tak szczególnym miejscem. Moja analiza była jednak znacznie utrudniona poprzez fakt, iż miasto to istniało na wielu płaszczyznach. Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie, który wymiar jest tym konstytuującym krzemieniecką rzeczywistość. A możliwości było bardzo wiele. Krzemieniec przede wszystkim istniał jako ulotna jakość rozumiana w kategoriach metafizycznych, pozostająca poza czasem, osadzona w mitycznej przestrzeni legend, myśli, marzeń, wspomnień i ludzkich przeżyć a także swojej historii z tym, że tej jej części, która wymyka się wiedzy historyków. Ale jednocześnie jawił mi się jako miasto silnie osadzone w realiach historycznych nie tylko swoich własnych, ale również Wołynia, Ukrainy i Polski. Istniał jako element większej całości historycznej, czyjejś tradycji i kultury udokumentowanej i bezspornej. Krzemieniec to także i przede wszystkim była jego fizyczność, wszystko to, co namacalne, realne i pewne, czyli domy, świątynie, ulice otoczone górami i bujną wołyńską przyrodą. Drugi wymiar miasta tworzyli ludzie, zarówno ci, którzy już odeszli jak również ci żyjący. To oni samym faktem swojego istnienia dawali miastu życie. Ludzie ci tworzyli wielką różnorodną, pulsującą życiem społeczność złożoną z wielu organizmów wzajemnie na siebie wpływających i zależnych od siebie nawzajem, wpisanych w fizyczną i historyczną rzeczywistość miasta. Krzemieniec konstytuowali ludzie, ich rodziny, grupy społeczne, wyznaniowe i narodowościowe.

Za cel swojej pracy obrałam zbadanie wzajemnych zależności pomiędzy wszystkimi tymi wymienionych wyżej wymiarami, opisanie ich a także zgłębienie rodzaju tych oddziaływań oraz ich siły tak, by odtworzyć wewnętrzną strukturę Krzemieńca i odpowiedzieć sobie na pytanie czy miasto tworzyli ludzie, czy ich konstytuowało to szczególne miejsce. Chciałam też plastycznie opowiedzieć o efektach tych wpływów i zależności, pokazać owoce tej symbiozy, czyli niepowtarzalną twórczą atmosferę, dzięki której Liceum Krzemienieckie było jedną z najlepszych szkół w przedwojennej Polsce. Choć, kto wie, czy to nie dzięki Liceum w mieście panowała tak wspaniała atmosfera?

Nadrzędnym celem moich badań, stało się, więc określenie mechanizmów rządzących życiem społecznym oraz odtworzenie społecznych i indywidualnych wymiarów świata. By tego dokonać posłużyłam się metodą biograficzną, której zastosowanie wymaga zgromadzenia dokumentów osobistych takich jak autobiografia, pamiętnik, wspomnienie czy też fotografia. Za pośrednictwem tych dokumentów mogłam poznać rzeczywistość. Od samego początku jednak mój sposób poznania obejmował dwa rodzaje badań: badanie literatury i współpracę z określoną grupą osób, które powierzyły mi swoje wspomnienia. Zdałam sobie przy tym sprawę jak śliski grunt mam pod nogami, gdzie się zapędziłam i w jak niejednolitej czasowo przestrzeni się przemieszczam. Do tej niespójności przyczyniały się również uczucia i emocje. Musiałam, więc to wszystko metodologicznie okiełznać. Trudność była jednak istotna. Badałam przeszłość, ale przeszłość współistniejącą z teraźniejszością, żyjącą życiem ulotnym i nieprecyzyjnym, oplecioną emocjami.

Widziany w zasygnalizowanych wymiarach Krzemieniec okazał się bardzo skomplikowaną całością. Jest to miasteczko o historycznym znaczeniu dla Polski, historyczne dla mnie, ale już wcale nie historyczne dla mieszkających w nim kiedyś ludzi. Nie może go też rozpatrywać w kategoriach historycznych obecny mieszkaniec Krzemieńca. Powstaje, więc pytanie, gdzie to miasto umieścić na osi czasu, przecież za każdym razem zależy to od obserwatora. Co więcej, dochodzi jeszcze pytanie czy Krzemieniec dziś, to dokładnie ten sam Krzemieniec co kiedyś. Odpowiedzi na to pytanie mogą być różne. Formalnie jest ten sam, jeśli zaś rozpatrywać miasto jako całość, to już dawno nie jest tym samym. Z ontologicznego punktu widzenia jest niejednorodny, czym innym jest na każdym poziomie, w każdej sferze swojego istnienia i inną rolę spełnia. Z punktu widzenia historii jest oczywiste, czym jest Krzemieniec. Świadczą o tym zachowane dokumenty i literatura przedmiotu. Tak samo z punktu widzenia kultury dość jednoznacznie wiadomo, gdzie jest miejsce Krzemieńca.

Postawiłam przed sobą kilka zadań. Były to zadania przede wszystkim poznawcze i dokumentacyjne polegające na zgromadzeniu wiedzy na temat Krzemieńca i jego historii. Przestudiowałam dostępną literaturę, przewertowałam czasopisma z lat międzywojennych i przejrzałam dokumenty przechowywane przez znajomych krzemieńczan. Dzięki życzliwości tych osób miałam niepowtarzalną okazję zgromadzić unikalną kolekcję fotografii dokumentujących wygląd przedwojennego Krzemieńca, oraz przedstawiających żyjących tam ludzi. Część z tych zdjęć wykorzystałam w pracy zamieszczając je tak, by były ilustracją do opowieści o mieście skomponowanej z wywiadów, jakie przeprowadziłam z żyjącymi jeszcze mieszkańcami przedwojennego Krzemieńca. Poza tym postawiłam sobie za cel zbudowanie pola dyskusji edukacyjnej nad przeszłością Krzemieńca i świadomością współczesnego Polaka. Ważne dla mnie, stało się nie tylko odtworzenie i zachowanie w pamięci tego co ginie, czyli wspomnień o latach świetności Krzemieńca. To, co się w tym mieście działo przed wojną zarówno w wymiarze społecznym jak i historycznym, jest bardzo ważną lekcją dla pedagoga, zwłaszcza pedagoga społecznego, zajmującego się badaniem środowiskowych uwarunkowań procesów edukacyjnych. Moje badania służyły więc nie tyle odtworzeniu tego „jak było”, ale zbudowaniu społeczno – historycznego tła dla badań pedagogicznych i społecznych.

Z przeprowadzonych przeze mnie wywiadów wyłania się obraz Liceum Krzemienieckiego, jako nie tylko znakomitej placówki naukowej, ale również placówki wychowawczej. Okazuje się, że dla współczesnych szkół może być ona niedoścignionym wzorem. Liceum nie tylko, bowiem kształciło i wychowywało, ale również wspaniale przygotowywało do dalszego życia. Zaskakujące jest to jak bardzo zaangażowani w życie szkoły byli wszyscy od uczniów począwszy na nauczycielach skończywszy. Taką szkołę kochało się i tam chciało się uczyć. Nie tylko obowiązkowych przedmiotów, ale jednocześnie pracowitości, przyjaźni, tolerancji, współczucia i co najważniejsze – pracy w zespole. Na tym właśnie polega też znaczenie społeczne przeprowadzonych przeze mnie badań. Nie tylko pokazują, jak może szkoła funkcjonować, jaka może, lub powinna być, ale też dają pojęcie o panujących w szkole i w mieście stosunkach społecznych, narodowościowych i religijnych. Wyniki badań pomagają naszkicować wizerunek tej dość szczególnej wspólnoty funkcjonującej na tle miasta i szkoły, oraz wyciągnąć z tego stosowne pedagogiczne wnioski.

Krzemieniec, który jest centralnym punktem mojego badawczego zainteresowania obecnie znajduje się na terytorium Ukrainy. Jest jednak jednym z tych miast, którego historia integralnie łączy się z istnieniem państwa polskiego. Jest wpisany w polską tradycję i kulturę i jak wiele innych miast kresów wschodnich do dziś w świadomości Polaków istnieje jako miasto polskie. W gruncie rzeczy nie można jednak o nim mówić ani w perspektywie ukraińskiej ani polskiej, gdyż funkcjonuje on na styku kultur. Jest on a przede wszystkim był w okresie międzywojennym mozaiką wielokulturową, wielonarodowościową i wielowyznaniową. Nie wiadomo, gdzie historia jednego państwa, kończy się a drugiego zaczyna, która jest tłem w tym mieście.

Krzemieniec pierwotnie był grodem warownym księstwa halicko-wołyńskiego. Od połowy XIV wieku należał do Litwy. W roku 1438 otrzymał prawa miejskie, zaś od 1569 r. znalazł się pod panowaniem Korony. W 1795 roku został przyłączony do Rosji a w 1919 roku powrócił do Polski. Krzemieniec leży na skraju Wyżyny Podolskiej, w jednym z licznych głębokich jarów. Oś tego jaru to jednocześnie oś miasta i jego główna ulica. Równolegle do tej ulicy płynie potoczek Irwa, który jest dopływem rzeki Ikwy. Centralnym punktem miasta są pojezuickie i pobazyliańskie zabudowania należące do Liceum Krzemienieckiego. Pośrodku założenia klasztornego znajduje się barokowy kościół zwany licealnym. Krzemieniec na skutek swoich geograficznych uwarunkowań nie posiada rynku, życie zaś miasta toczy się na głównej ulicy. Zabudowa jest również nietypowa, bo domki rozsiane są po zboczach jaru, wspinają się aż pod samą jego krawędź, między nimi zaś wiją się wąskie uliczki, którymi w czasie deszczy i roztopów płyną rwące potoki spienionej wody. Naprzeciwko kościoła licealnego, na przeciwległym zboczu doliny znajduje się Góra Królowej Bony z ruinami zamku. Góra nazywa się tak, ponieważ w XVI w. Królowa Bona otrzymała ją oraz zamek i całe starostwo krzemienieckie, w prezencie od Zygmunta Starego. Sam zamek oparł się wielu najazdom tatarskim a zdobyty został i zburzony w czasie wojen kozackich przez oddział Krzywonosa po bitwie pod Korsuniem (1648). Nigdy już nie został odbudowany stanowiąc malownicze ruiny. Właściwe miasto zaczynało się od zabudowań katedry prawosławnej. W jedno i dwupiętrowych budynkach mieściły się na parterze sklepiki, prawie wyłącznie żydowskie i zakłady rzemieślnicze: krawieckie, szewskie, szklarskie, paszteciarnie, herbaciarnie, restauracje, cukiernia, kino, poczta.1

Największy rozgłos Krzemieńcowi przyniosło słynne Liceum Krzemienieckie – jednak nie tylko – dlatego współcześni wspominają Krzemieniec z rozczuleniem. Sprawia to fakt iż w tym słynnym mieście, urodził się w 1809 roku Juliusz Słowacki. Do dziś zachował się dworek jego matki i jej grób na cmentarzu Tunickim oraz pomnik wieszcza w kościele parafialnym. Słowacki kochał Krzemieniec. Do końca życia wspominał go i upamiętniał w listach oraz wierszach.

Założycielem Gimnazjum Wołyńskiego – bo tak pierwotnie nazywało się Liceum Krzemienieckie – był Tadeusz Czacki, urodzony 28 sierpnia 1765 roku w rodowym majątku w Porycku na Wołyniu. Jako wizytator szkół trzech kresowych guberni wskazał on kuratorowi wileńskiego okręgu nauk – któremu Krzemieniec podlegał – księciu Adamowi Czartoryskiemu miasteczko to, jako najdogodniejsze miejsce na założenie szkoły. Panujący wówczas car Aleksander I w pierwszych latach urzędowania miał szczery zamiar ulepszenia państwa i rozwoju publicznego wychowania. Ukaz z 8 września 1802 roku wprowadził do rady koronnej ministra oświecenia narodowego w osobie Piotra hr. Zawadowskiego. Powstały nowe zakłady naukowe w Petersburgu, Charkowie, Kazaniu a 4 kwietnia 1803 roku również uniwersytet w Wilnie. Ponieważ Wołyń zbyt był oddalony od Uniwersytetu, powstał pomysł założenia tam gimnazjum, którą to misję powierzono Czackiemu. Uznał on, że miasto to nadaje się znakomicie, gdyż znajduje się w samym centrum guberni, jest zbyt małe by w przyszłości stać się ośrodkiem administracyjnym lub miejscem stacjonowania wojsk. Życie w Krzemieńcu było tanie, zaś mieszkańcy – w większości katolicy – dawali możliwość zakwaterowania w ich domach przyszłych uczniów. Dodatkowym argumentem było piękne położenie miasta oraz doskonałe powietrze, którego zalety już wtedy potrafiono docenić. Ostatecznym argumentem były niezagospodarowane gmachy pojezuickie leżące w samym sercu miasteczka. Do pomocy zaprosił Czacki księdza Hugona Kołłątaja. Na tajnym spotkaniu w Krzemieńcu w 1803 roku zapoznał go ze swoimi planami a ten zobowiązał się ułożyć projekt nauki w gimnazjum. Plany te były bardzo śmiałe, przewidywały bowiem, iż zakład krzemieniecki w przyszłości stanie się wyższą uczelnią. Toteż, pod tym kątem organizowano powstające gimnazjum, opracowując jego program i angażując profesorów na uniwersyteckim poziomie. W zakres wykładów miały wejść: języki klasyczne, nowożytne, literatura, historia, geografia, matematyka, fizyka, mechanika praktyczna, historia naturalna, botanika i chemia, ale również prawo, ekonomia, statystyka, logika. Zgodnie ze swoją ideą „szkoły w służbie życiu”, Czacki chciał też wprowadzić naukę ogrodnictwa, rolnictwa, kurs dla felczerów, weterynarzy, nauczycieli elementarnych i szkołę guwernantek. 8 września 1803 roku projekt był już gotowy. Na mocy tego projektu Krzemieniec tworzył centralne siedlisko wszystkich zakładów naukowych. Miał, więc posiadać zreformowane gimnazjum, instytut guwernantek, szkołę nauczycieli ludowych, szkołę mechaników i szkołę chirurgów, nie licząc wielu specjalistycznych kursów.

Wspaniale rozwijające się Gimnazjum Wołyńskie wkrótce osiągnęło nowy etap swojej działalności. W 1818 roku zostało podniesione przez władze carskie do rangi Liceum, czyli uczelni uznawanej wtedy nawet formalnie za wyższą uczelnię, gromadziła wspaniałe zbiory biblioteczne, przyrodnicze, numizmatyczne i artystyczne. Miała znakomicie urządzone pracownie, obserwatorium astronomiczne, własną drukarnię i jeden z pierwszych w Europie ogród botaniczny.

Po upadku Powstania Listopadowego w 1832 roku Liceum Krzemienieckie wraz z wieloma innymi polskimi szkołami uległo likwidacji. Na bazie zlikwidowanej uczelni, po wywiezieniu jej zbiorów wraz z biblioteką do Kijowa oraz po zaangażowaniu tam znacznej części licealnej kadry profesorskiej powołany został do życia Uniwersytet Kijowski im. św. Włodzimierza. W ten sposób Liceum krzemienieckie, choć formalnie przestało istnieć nadal funkcjonowało i pośrednio dawało świadectwo swojej świetności2.

Rozkaz Naczelnego Wodza Wojsk Polskich Józefa Piłsudskiego wydany dnia 27 maja 1920 roku rozpoczął nowy rozdział w dziejach Liceum Krzemienieckiego oraz samego miasta Krzemienieńca. Reaktywując słynne Liceum Piłsudski ożywił wieloletnią tradycji tej uczelni. Szkoła podobnie jak miasto, aby wrócić do dawnej świetności wymagało wielkiego nakładu pracy. Problemem była młodzież uchodząca z terenów objętych rewolucją bolszewicką. Trzeba ich było nakarmić, ubrać i zapewnić dach nad głową. Kierownictwo nad całością przedsięwzięcia powierzono byłemu dyrektorowi ewakuowanego z Humania polskiego gimnazjum, doktorowi Markowi Piekarskiemu, poloniście. Od samego początku swoich rządów dr Piekarski wprowadzał coraz więcej rozwiązań ułatwiających działalność szkoły i życie jej wychowanków. Wśród nich znalazło się uruchomienie piekarni, łaźni, pralni, oraz elektrowni, dzięki czemu licealne gmachy jako jedyne w mieście były zelektryfikowane. Sprowadził zakonnice do prowadzenia kuchni i stołówki internatów, sformował kadrę ślusarzy, stolarzy, elektryków, kowali, woźniców, szoferów, magazynierów i woźnych. To on rozpoczął też angażowanie kadry pedagogicznej, który to proces trwał przez cały okres działalności Liceum i do którego wszyscy następni kuratorzy przywiązywali ogromną wagę. Był wypadek taki, ciekawy, że jeden z nauczycieli, młodych, był nietaktowny w stosunku do młodzieży. W klasie, w której był wychowawcą, nie tylko uczył, ale był wychowawcą. I młodzież to bardzo przeżywała, te jego, że tak powiem, nietakty i postanowiła wreszcie klasa, że zaprosi jego na lekcję wychowawczą i na lekcji wychowawczej mu to wytknie. Odbyła się taka lekcja wychowawcza. On się mało nie popłakał na tej lekcji, bo jemu to w sposób zdecydowany, ale kulturalny wytknięto, jemu to wszystko, że to nie jest potrzebne, takie traktowanie, jakieś z dozą pogardy, nietaktu itd. No i od tego czasu się poprawiło, bardzo. Ale to było ciekawe, że młodzież też oddziaływała, szczególnie na młodszych, ale i na starszych też, chociażby przykład z tym starym nauczycielem matematyki, prawda. Że jemu głupio było, że ten grzecznie do niego podszedł, spytać się czy to dobrze. I on zamiast potraktować go poważnie, prawda, zbył go byle jak i od razu go wprowadził w pewien stres, a ten się nie mógł zgodzić nawet, bo on na tyle matematykę i umysł na tyle miał matematyczny, że on był pewien, że zrobił dobrze, ale chciał się upewnić. Także tutaj tych momentów wzajemności oddziaływania było bardzo dużo. Pośredniość oddziaływania i wzajemność oddziaływania wychowanka na nauczyciela, czy też wychowawcy na wychowanka i na odwrót. To właśnie miało w liceum, tym się charakteryzowała ta szkoła. Także o nauczycielach to była taka nawet dość powszechna opinia na Wołyniu, że najbardziej kulturalną szkołą na Wołyniu były szkoły Liceum Krzemienieckiego3. Ale właściwa praca Liceum rozpoczęła się wraz z objęciem funkcji wizytatora przez Juliusza Poniatowskiego. Ostateczny kształt organizacyjno-prawny został nadany Liceum dekretem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 1928 roku Na mocy tego dekretu Liceum zostało uznane za samodzielne kuratorium wyłączone spod władzy kuratorium wołyńskiego i podległe bezpośrednio Ministrowi Oświaty. Poza możliwością dowolnego dysponowania wygospodarowanymi dochodami otrzymało również dużą swobodę programową w dziedzinie nauczania. Przy Kuratorze Liceum Krzemienieckiego, który stał na czele zarządu instytucji i zajmował się całokształtem jej działalności, urzędował kierownik pedagogiczny któremu bezpośrednio podlegała cała działalność oświatowa i szkolna. Zespół szkół utrzymywany był z dochodów z własnych majątków: lasów, stawów rybnych, ziem ornych, gospodarstw ogrodniczych oraz przemysłowych zakładów przetwórczych przy folwarkach i gospodarstwach leśnych4.

Trzon kompleksu szkolnego stanowiło gimnazjum, a potem (po reformie szkolnictwa) dwa licea: matematyczno-fizyczne i humanistyczne oraz zespół kształcenia nauczycielskiego i szkoły ćwiczeń. Szkoła ta była szkołą bardzo dobrą, chociażby dlatego, że w ogóle te szkoły ćwiczeń były zawsze lepsze od tych normalnych szkół powszechnych, ponieważ służyły studentom, słuchaczom seminariów nauczycielskich, jako warsztat pracy i jako pewien wzorzec, więc tam odbywały się lekcje praktyczne, które prowadzili słuchacze seminarium ze starszych kursów, ale również odbywały się wzorowe lekcje, prowadzone specjalnie dla nich, żeby widzieli jak, się lekcje prowadzi. Dlatego myśmy byli przyzwyczajeni do tego, że do sali lekcyjnej wchodziła kupa ludzi, rozsiadała się gdzieś na krzesłach dookoła, no i myśmy byli na cenzurowanym. Ale to robiło bardzo dobrze dlatego, że myśmy się przyzwyczajali do tego, że duży tłum słucha co się mówi i patrzy. Czyli nabieraliśmy pewnej swobody bycia, a w ogóle szkoła była prowadzona wzorowo, ale również ambitnie bardzo, bo kierownik tej szkoły wprowadzał ważne eksperymenty. Jednym z takich eksperymentów były tak zwane sobótki. Czyli zebrania całej szkoły, co sobotę, w sali teatralnej. Bo sala teatralna akurat znajdowała się w tym skrzydle gmachów licealnych gdzie mieściła się szkoła ćwiczeń. Każda klasa składała sprawozdanie tygodniowe z tym, że no oczywiście to były krótkie sprawozdania i do tych sprawozdań byli wybierani przez klasę prelegenci. Druga część to były produkcje artystyczne. Każda klasa, co tydzień przygotowywała pewne występy. No i poza tym klasy same były urządzane z wielką dbałością o estetykę, którą nauczyciele ćwiczeniówki starali się wpoić w uczniów. Już od niskich nawet klas były organizowane przynajmniej dwie wycieczki w roku. Jakimiś furmankami się jeździło na przykład, bo liceum miało te majątki swoje ogromne i tam podsyłało te swoje furmanki (nieczytelne). I to zajeżdżało przed szkołę i pakowali się wszyscy do tych fur. I tymi furami się do Wiśniowca jechało, czy do Poczajowa czy jeszcze gdzieś. Ale również i majówki różne były urządzane, bo liceum miało bardzo dużą ciężarówkę, Renault 5. Po pewnym czasie na miejsce seminarium doszedł półwyższy zakład kształcenia nauczycieli – pedagogium, do którego przyjmowano po maturze. Do tego trzonu należy też zaliczyć średnią szkołę, a później liceum rolnicze i leśne w Białokrynicy. W latach trzydziestych stworzono liceum handlowe z głównym kierunkiem spółdzielczym. Wybudowano również kompleks nowoczesnych gmachów. Liceum prowadziło poza tym szereg szkół zawodowych niższego szczebla: szkołę rzemieślniczą w Wiśniowcu, szkołę stolarską w Smydze, szkołę murarską w Białokrynicy i ogrodniczą w Ledóchowie. Były też dwa uniwersytety ludowe: w Różynie i w Michałówce. Osobną dziedziną działalności Liceum było doskonalenie zawodowe nauczycieli szkół podstawowych w czasie tak zwanych „ognisk wakacyjnych”. Na początku powstało ognisko muzyczne, później plastyczne wreszcie ognisko pracy społecznej na wsi i instruktorów świetlicowych. Kursy trwały trzy lata i dawały uprawnienia takie jak wyższe kursy nauczycielskie6. W liceum w miarę zdobywania środków i wykorzystywania koniunktury gospodarcze,j co raz to nowe inicjatywy podejmowało. Wśród tych inicjatyw na pewno, już pani słyszała o tzw. muzycznych ogniskach wakacyjnych. Na sześć tygodni w czasie wakacji i zjeżdżali się do Krzemieńca nauczyciele, ze szkół podstawowych, znaczy powszechnych wówczas, nauczyciele muzyki, śpiewu itd. Byli tam dokształcani przez profesorów konserwatorium warszawskiego. Z czasem właśnie profesor Stanisław Sheybal zainicjował powstanie ogniska malarskiego, prawda. Ludzie przyjeżdżali, nie tylko nauczyciele, ale i studenci architektury na takie plenery, albo do Krzemieńca, albo do Wiśniowca. To były krajobrazowo ciekawe okolice. No i ćwiczyli się w malowaniu. Przeważnie chyba akwarelą, ale i olejnymi farbami itd. No Krzemieniec był obok Wilna najsilniejszym ośrodkiem fotografiki artystycznej. Liceum stwarzało taką sytuację, że to było trochę miasto w mieście. Można było nie wychodzić za mury licealne i zaspokoić wszystkie swoje zainteresowania 7. W okresie międzywakacyjnym trwał kurs korespondencyjny. Zajęcia kończyły się egzaminem, dającym uprawnienia specjalisty w dziedzinie nauczania określonego przedmiotu. Niezależnie od wymienionych wyżej szkół i kursów Liceum stworzyło wiele instytucji naukowych, z których najznaczniejszą była biblioteka. Zostało stworzone Muzeum Ziemi Krzemienieckiej, rozpoczęto organizowanie Muzeum Juliusza Słowackiego oraz Wołyńskiego Towarzystwa Naukowego z siedzibą w Krzemieńcu. Biblioteka Licealna patronowała także prowadzonej akcji bibliotek objazdowych. Liceum dysponowało oprócz tego salą teatralną na 400 miejsc, dużą salą koncertową i wystawową oraz trzema boiskami sportowymi w tym jednym do tenisa. W gimnazjum wprowadzono eksperymentalny system nauczania zwany „daltońskim”. Był to sposób organizacji indywidualnego nauczania opracowany w 1920 roku przez amerykańską nauczycielkę H. Parkhurst w mieście Dalton w stanie Massachiussetts System ten polegał na zniesieniu systemu klasowo-lekcyjnego i podziale materiału nauczania na miesięczne przydziały, które na podstawie pisemnej umowy z nauczycielem uczeń zobowiązywał się opracować. Nad wykonaniem tego zobowiązania uczeń pracował indywidualnie według własnego sposobu, tempa, pod kontrolą wychowawcy i przy pomocy instruktorów specjalistów w gabinetach specjalistycznych (laboratoriach). Przeszedł on w Krzemieńcu liczne modyfikacje, w związku z czym system stworzony tam można nazwać „systemem krzemienieckim”. Krzemieniecki system dydaktyczno-wychowawczy obejmował także liczne formy pracy pozalekcyjnej, m.in.: wychowanie fizyczne i sport, kółka zainteresowań, pismo młodzieży „Nasz Widnokrąg” i harcerstwo. Istniały też zajęcia odbywające się w różnych pracowniach i warsztatach wyposażonych w nowoczesny sprzęt i dysponujących fachową opieką instruktorską. Dziedziną potęgującą wychowawczy wpływ na młodzież były internaty 8. Internaty licealne znajdowały się w zabudowaniach poklasztornych lub w byłych dworkach. Przed sypialniami była świetlica, gdzie stały stoły i półki z książkami. Bardzo ważne było powiększenie ilości internatów, bo było coraz więcej zdolnej, ale ubogiej młodzieży z Wołynia. Przy stole w jadalni siadało po sześć osób i zazwyczaj każda z nich była innej narodowości. W mojej klasie było 13 chłopców i 20 dziewcząt w tym dwie Ukrainki i dwaj Ukraińcy, jedna Rosjanka oraz cztery Żydówki9.

Stosunki etniczne stanowiły barwne i pulsujące tło do działalności Liceum. Miasto to byli właściwie, głównie Żydzi, trochę Ukraińców i trochę Polaków. Krzemieniec przed wojną miał około 20 tysięcy mieszkańców i w tym niecałe chyba 3 tysiące Polaków. Z tym, że Polacy zajmowali tam bardzo poczesne miejsce, bo to była przeważnie inteligencja, to znaczy nauczyciele, urzędnicy starostwa, urzędnicy sądów, adwokaci, prokuratorzy, sędziowie. Poza tym jeszcze był samorząd, sejmik powiatowy i tak dalej. To wszędzie ci urzędnicy to byli przeważnie Polacy. Polacy tam, wskutek tego, że byli przedstawicielami raczej tych warstw wyżej intelektualnie postawionych to i etycznie też bardzo się wyróżniali, korzystnie, także zaufanie, na przykład, ze strony kupców, powiedzmy żydowskich do Polaków było bardzo duże. Tam żaden Polak nigdy nie oszukał, no nigdy to może przesada, ale nie słyszało się o takich wypadkach, żeby oszukał kogoś i Polakom się wierzyło wobec tego. A ludność żydowska miała pełne zaufanie do nauczycieli, np. profesorów, jak się mówiło, gimnazjum Liceum Krzemienieckiego, czy seminarium i innych szkół. No a Ukraińcy to właściwie w mieście samym, było ich stosunkowo mało, jakieś tam warsztaty szewskie, stolarskie niektóre były prowadzone przez Ukraińców, ale właściwie wieś była bardziej ukraińska. Chociaż w pobliżu Krzemieńca były też i wsie polskie. A poza tym były wsie polskie, gdzie Polacy mieszkali z dziada pradziada, to była często szlachta zagrodowa, a natomiast również i osadnicy wojskowi tam zostawali. Po parcelacjach majątków dużych, zarówno polskich jak i rosyjskich, bo po powstaniu styczniowym właściwie prawie wszystkie polskie majątki zostały odebrane właścicielom, skonfiskowane i przekazane w ręce Rosjan. A ci Rosjanie to byli przeważnie generałowie rosyjscy, jacyś wyżsi dygnitarze. Od lat tam nie przyjeżdżali, czasem osiedlali się tam, ale często nie przyjeżdżali tylko wydzierżawiali i te majątki później były parcelowane między osadników wojskowych znaczy tych zasłużonych żołnierzy, podoficerów, oficerów zasłużonych w wojnie polsko-bolszewickiej. No, jeżeli chodzi o stosunki narodowościowe to one były bardzo dobre, tam nie było konfliktów narodowościowych w zasadzie, chociaż tam byli jeszcze i Czesi i Niemcy, bo byli koloniści niemieccy w pobliżu Krzemieńca, były wsie czeskie, bardzo dobrze postawione. W Krzemieńcu niektóre zakłady przemysłowe, nie takie duże, ale taki na przykład browar, który piwo niezłe produkował to właścicielem był Czech rodowity. Ale oczywiście ci wszyscy mówili po polsku. I współżycie było raczej dobre. Tam konfliktów wielkich nie było, tak jak w Galicji na przykład między Polakami a Ukraińcami były bardzo naprężone stosunki i tam działało OUN, które po prostu organizowało sabotaże różne, napady na policję i tak dalej, to tutaj tego nie było. A poza tym jeszcze między Galicją, a Wołyniem, jeśli chodzi o Ukraińców to różnica polegała też na tym, że religię inną wyznawali, jedni i drudzy. Galicja była greckokatolicka, bo to byli unici. Dopiero zaczęły się, powiedzmy, jakieś tam wielkie konflikty i wielki już zbrodnie, rzezie Polaków, to dopiero w czasie wojny, za Niemców 10.

Pod koniec lat trzydziestych Liceum Krzemienieckie było jedną z najprężniej działających placówek naukowych w kraju. Zewsząd ściągali do niej nie tylko uczniowie, ale tez i nauczyciele dla których praca tam była niemałym wyróżnieniem i nobilitacją. Dobrobyt szkoły promieniował na całe miasto ściągając do niego licznych artystów, wiele sławnych osób, śmietankę towarzyską. Odbywały się bale, koncerty i przedstawienia. Miasto kwitło. Niestety, nie trwało to długo. Istnienie Liceum Krzemienieckiego przerwała II wojna światowa.

W latach II wojny światowej na Wołyniu rozegrał się dramat ludności polskiej. Ukraiński nacjonalizm wyszedł z podziemia, zaś wkroczenie Niemców na wschodnie ziemie II Rzeczpospolitej w 1941 roku przyniosło jego gwałtowny rozwój. Nacjonaliści ukraińscy, skupieni wokół Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) w wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej upatrywali szansy na uzyskanie niepodległości. Gdy mimo pomocy Niemcom te nadzieje się rozwiały zaczęli oni się przygotowywać do powstania powszechnego. W 1943 roku nastąpił burzliwy rozwój tych oddziałów, gdy kilka tysięcy ukraińskich policjantów w służbie niemieckiej uciekło z pełnym uzbrojeniem do lasu. Oprócz OUN Stepana Bandery (banderowcy) istniały jeszcze dwie grupy: Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) oraz Wojskowe oddziały Andrzeja Melnyka (melnykowcy). W połowie 1943 roku powstała jednolita Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) pod kierownictwem „banderowców”. Od połowy 1943 roku znacznie wzrosły wpływy UPA na Wołyniu, gdy nastąpił rozkład niemieckiego systemu okupacyjnego. Rozpoczęły się mordy na ludności polskiej. Udokumentowana obecnie liczba zamordowanych Polaków na Wołyniu w latach 1939 – 1945 wynosi co najmniej 34. 700 osób, co stanowi 11% ludności polskiej żyjącej na Wołyniu w 1942 roku 11

Druga wojna światowa zmieniła bardzo wiele. Zmieniła nie tylko granice państwa, ale życiorysy poszczególnych osób i losy miejsc, szczególnie tych mocno związanych z polskością. I choć Krzemieniec wciąż jest tam gdzie był, i choć wielu nadal uważaj go za polskie miasto nie należy on już do Polski i należeć zapewne nie będzie. Pozostały wspomnienia. Niewielkie, prawie całkowicie drewniane miasteczko spłonęło wraz z palącym się gettem. To, co pozostało zniszczyła władza radziecka. Resztki starych zabudowań zostały rozebrane, część rozpadła się ze starości a na ich miejscu w sposób niesystematyczny i przypadkowy wybudowano nowe domy. Szczęśliwie ocalały zabudowania licealne, ale próżno tam szukać atmosfery sprzed lat. W ten sposób piękne, zabytkowe, kresowe miasteczko przestało istnieć. Pozostał w nim tylko duch przeszłości, który odejdzie wraz z ostatnim z krzemienczan, wychowanków Liceum, których losy rzuciły w różne części świata nie dając możliwości zobaczenia jeszcze, choć raz ukochanego miasta i góry Bony -ponadczasowego symbolu Krzemieńca. Krzemieniec to dla mnie taka mała ojczyzna. Wszystko się łączy z Krzemieńcem, właściwie wraca się, nie ma dnia żeby się nie wracało tam i żeby się nie tęskniło i żeby się nie było rozżalonym, że to zostało zabrane i że nie można było tam dożyć tego dojrzałego wieku. I właściwie wszystko się łączy z tym miastem, z ludźmi i się tęskni, bardzo się tęskni. I właśnie po tej wizycie pierwszej w Krzemieńcu przestał mi się Krzemieniec śnić, w ogóle mi się przestał śnić i ta tęsknota była inna. Dlatego, że już nie było tam tych ludzi, że ten Krzemieniec już nie był taki, już był inny zupełnie. Bo przecież ja pierwszy raz byłam po trzydziestu paru latach, więc on się bardzo zmienił, bardzo się zmienił. Krzemieniec, który pamiętam to już nie jest tym samym Krzemieńcem. Krajobraz, się nie zmienił. On jest bardzo piękny i bardzo specyficzny. Dla dziecka to, jest właściwie wszystko dookoła, cuda, gdzie się nie obrócisz to masz piękne krajobrazy, piękne kwiaty, piękne zapachy. Więc może gdyby to sobie było takie jakieś szare miasteczko kresowe, prawdopodobnie też była by tęsknota wielka, bo każdy tęskni za swoim dzieciństwem, za tym okresem, kiedy mu było dobrze, kiedy była rodzina cała. Ale tu jeszcze dochodzi ten krajobraz przepiękny. Tym, co czyniło, że Krzemieniec jest tym miastem, który wspominam przede wszystkim są ludzie, z którymi się miało bardzo bliski kontakt, rodzinny kontakt. Były takie stosunki bardzo serdeczne, o każdej porze dnia i nocy każdy mógł przyjść bez zapowiedzi i czuć się jak u siebie i być ugoszczonym i zawsze było pełno wszystkiego, nigdy się nie robiło obiadu, załóżmy trzy kotlety na trzy osoby, tylko zawsze jak ktoś przyszedł to zawsze był ugoszczony. A poza tym, poza tym właśnie ta szkoła, ta szkoła bardzo łączyła. To była jedna wielka rodzina. Te przyjaźnie trwają już przecież ponad 60 lat. To ludzie łączyli. Ta tęsknota była właśnie za tą atmosferą, za w ogóle, za warunkami, w jakich się żyło, za tym, co się przeżywało, że przeżywało się wszystko jakoś tak bardzo głęboko, inaczej. Poza tym był wielki patriotyzm, tak się strasznie kochało, wiesz, tę Polskę, tego marszałka, wszystkie przedstawienia 12.

Zakończenie

Zadania, jakie postawiłam przed sobą na początku pracy okazały się niezwykle trudne. I to nie tylko, dlatego, iż dysponowałam ciężkim do przeanalizowania, obszernym materiałem badawczym. Problemem była też wspomniana na początku pracy wielopłaszczyznowość istnienia Krzemieńca. By zrealizować postawione przed sobą cele musiałam poznać to miasto na każdym poziomie jego istnienia. Na pewno częściowo odniosłam sukces. Odtworzyłam przedwojenny wygląd Krzemieńca, dowiedziałam się wiele o żyjących tam ludziach. Ale nie do końca udało mi się prześledzić wzajemne relacje i zależności decydujące o istocie fenomenu, jakim był Krzemieniec. Zadanie to, bowiem daleko wykroczyło poza moje możliwości pojmowania świata.

Ludzie żyjący w przedwojennym Krzemieńcu tworzyli specyficzną, społeczność tak samo malowniczą i niezwykłą jak w innych kresowych miasteczkach – a jednak inną, szczególną, wybraną. O tej inności decydowały nie tylko uwarunkowania historyczne i geograficzne, ale przede wszystkim jej istota tkwiła w ludziach. To oni sprawiali, że miasto było miejscem gdzie chciało się żyć i do którego warto było wracać. O tym jacy byli ludzie decydowała jednak w dużym stopniu historia miasta, tradycja i szkoła – słynne Liceum Krzemienieckie, nadające ton wszystkim ludzkim przedsięwzięciom i bezpośrednio determinujące poczynania niemal wszystkich mieszkańców tego kresowego miasteczka. Ludzie byli dumni ze swojej szkoły a na bazie tej dumy wzrastał też ich ogólny poziom. Szkoła dawała impuls, scalała społeczność, dawała poczucie przynależności windując ambicje i rozszerzając horyzonty a także angażowała w rozmaite przedsięwzięcia kulturalne i społeczne. Dzięki temu Krzemieniec stał się dla wielu osób bezpieczną przystanią, do której nie miały dostępu również konflikty narodowościowe i religijne wypierane przez działania o wymiarze przede wszystkim ogólnoludzkim.

Nic, przeto dziwnego, że ta krzemieniecka przedwojenna społeczność przetrwała liczne dziejowe zawieruchy i istnieje nadal dając świadectwo dawnych czasów. Są to ludzie starsi wiekiem, ale wspaniale świeży duchem, silnie zakotwiczeni w przeszłości, kultywujący krzemieniecką tradycję i pamięć o latach świetności miasta. Ludzie ci funkcjonują pomiędzy „wczoraj” i „dziś” Krzemieńca – miasto to, bowiem dla nich wciąż istnieje. Ale nie ma ono nic wspólnego ze swoją współczesną fizycznością. Krzemieniec dla tych osób to jest, to samo miejsce co kiedyś, wciąż żyjące własnym życiem. Ta szczególna forma istnienia bazuje na pamięci przeszłości, szczególnie na pamięci o ludziach tworzących krzemieniecką rzeczywistość. Nawet gdyby wojna nie zniszczyła miasta i tak bez swoich przedwojennych mieszkańców nie było by ono tą samą jakością. Moi rozmówcy wciąż utożsamiają się ze społecznością przedwojennego Krzemieńca, choć większość spośród ludzi niegdyś tam zamieszkujących już dawno nie żyje. Oni jednak wciąż istnieją w pamięci, nadal decydują o poczynaniach tych, co pozostali, kto wie czy wciąż nie wpływają na ich losy. Ta niezwykła forma pamięci w dużym stopniu pozwala zrozumieć mechanizmy rządzące ludzkim życiem. Zmusza do zastanowienia nad sensem istnienia, buduje pole nie tylko edukacyjnej, ale również filozoficznej dyskusji. Dla mnie jako dla postronnego obserwatora jest impulsem do chwilowej zadumy i powodem do zazdrości. Nie każdemu, bowiem dana jest możliwość tak pełnego uczestnictwa w czymś pięknym i wzniosłym, co pozostawia trwały ślad na całe życie.

autor: Aleksandra Sheybal-Królikowska,
„Biesiada Krzemieniecka”, zeszyt 4, Londyn 2003

1 Sheybal K., Krzemieniec jakiego już nie ma. Warszawa 1993, Wydawnictwo ArtGraph
2 Rolle M., Tadeusz Czacki i Krzemieniec. Lwów 1913, Wydawnictwo Macierzy Polskiej,
3 Fragmenty wywiadu z Panem Józefem Piątkowskim przeprowadzonego dnia 22 III 1999r. w Warszawie,
4 Sheybal K., Krzemieniec jakiego już nie ma. Warszawa 1993, Wydawnictwo ArtGraph
5 Fragment wywiadu z Kazimierzem Sheybalem przeprowadzonego dnia 28 IV 1999r. w Warszawie,
6 Sheybal K., Krzemieniec jakiego już nie ma. Warszawa 1993, Wydawnictwo ArtGraph
7 Fragmenty wywiadu z Panem Józefem Piątkowskim przeprowadzonego dnia 22 III 1999r. w Warszawie
8 Sheybal K., Krzemieniec jakiego już nie ma. Warszawa 1993, Wydawnictwo ArtGraph
9 Fragmenty wywiadu z Panem Józefem Piątkowskim przeprowadzonego dnia 22 III 1999r. w Warszawie
10 Fragment wywiadu z Panem Kazimierzem Sheybalem przeprowadzonego dnia 28 IV 1999r. w Warszawie
11 Siemaszko W., Siemaszko E., Terror ukraiński i zbrodnie przeciwko ludzkości dokonane przez OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1939-1945, Warszawa 1998, Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich w Warszawie
12 Fragment wywiadu z Panią Teresą Popławską przeprowadzonego dnia 16 III 1999 r. w Warszawie

Bibliografia

Sheybal K., Krzemieniec jakiego już nie ma. Warszawa 1993, Wydawnictwo ArtGraph,

D-r M. Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Wołyniu z 101 ilustracjami i mapką województwa. Łuck 1929, Nakładem Wołyńskiego Towarzystwa Krajoznawczego i Opieki nad Zabytkami Przeszłości w Łucku za subwencją Ministra Robót Publicznych

Rolle M., Tadeusz Czacki i Krzemieniec. Lwów 1913, Wydawnictwo Macierzy Polskiej,

Siemaszko W., Siemaszko E., Terror ukraiński i zbrodnie przeciwko ludzkości dokonane przez OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1939-1945, Warszawa 1998, Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich w Warszawie,

Fragmenty wywiadu z Panią Teresą Popławską przeprowadzonego dnia 16 III 1999r. w Warszawie,

Fragmenty wywiadu z Kazimierzem Sheybalem przeprowadzonego dnia 28 IV 1999r. w Warszawie,

Fragmenty wywiadu z Eugeniuszem Dębickim przeprowadzonego dnia 30 IV 1999r. w Krakowie,

Fragmenty wywiadu z Panem Józefem Piątkowskim przeprowadzonego dnia 22 III 1999r. w Warszawie,