z mojej kolekcji

fot. J. Tymiński, widok z PKiN w stronę skrzyżowania ul. Marszałkowskiej z ul. Świętokrzyską, 1975 r.

fot. J. Tymiński, widok z PKiN w stronę skrzyżowania ul. Marszałkowskiej z ul. Świętokrzyską, 1975 r.

Data publikacji Blog |

regulamin Parku Krasińskich

Ogród Krasińskich

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3 lipca 2014 r. została podjęta uchwała o regulaminie Ogrodu Krasińskich. W zapisach tego regulaminu jest m. in. zakaz wprowadzania psów (z wyjątkiem psów asystujących) oraz zamykanie parku na noc. Zapisy te spotkały się z bardzo negatywnym odzewem społeczników z „Miasto jest Nasze”. Czytałam wpisy – zarzucono władzy arogancję, a osoby „rządzące” nazwano chamami i bandytami.

Dzień przed posiedzeniem Rady Warszawy radni otrzymali drogą elektroniczną petycję od „Miasto jest Nasze” z listą oczekiwań związanych z regulaminem. Cóż, jednak może się zadziać w jeden dzień? Nic.

Wszelkie dokumenty miejskie, w tym uchwały rady przechodzą dość długą procedurę i jak docierają pod obrady rady miasta –  to mają już ostateczną formę. Można się burzyć, że tak jest, ale tak ten mechanizm funkcjonuje niezależnie od tego kto jest u władzy.

Nie jest sztuką popytać ludzi na ulicy o ich zdanie i przyjść na posiedzenie rady twierdząc, że mieszkańcy na to czy tamto się nie zgadzają. Sztuką jest zaakceptować wyniki badań zrobionych przez ratusz (bez twierdzenia, że to nieprawda i manipulacja) i starymi dobrymi metodami dążyć do wprowadzenia zmian. A za takie metody uważam rozmowy i spotkania z radnymi.

Kardynalnym błędem jest uważanie konsultacji społecznych za narzędzie, które sprawi iż coś się na pewno stanie – gdy tymczasem idea konsultacji nie polega na tym, iż ich wynik decyduje (bo zazwyczaj w konsultacjach nie bierze udziału reprezentatywna grupa mieszkańców). Wyniki konsultacji są brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, ale ich wynik do niczego nie obliguje – wbrew przekonaniu miejskich aktywistów. Gdyby osoby, które w tych konsultacjach uczestniczą, zdawały sobie z tego sprawę – to byłoby znacznie mniej konfliktów i wzajemnych pretensji.

Co się tyczy Ogrodu Krasińskich i regulaminu, to nie jest wcale powiedziane, że nic nie można zmienić. Można. Radni, wbrew powszechnemu przekonaniu, to nie kupa idiotów, tylko ludzie, którzy muszą lawirować pomiędzy, często, bardzo sprzecznymi interesami różnych grup mieszkańców (przykład: tego samego dnia, kiedy otrzymałam mail od „Miasto jest Nasze” z petycją o to, aby można było wprowadzać psy do Ogrodu Krasińskich, dostałam również list od osób, które prosiły o wprowadzenie zakazu).

Gdyby właściciele psów stosowali się do przyjętych w Polsce przepisów prawa i zasad kultury osobistej, to nie byłoby powodu aby zamykać przed nimi bramy parku. Tymczasem, niestety, gołym okiem widać – na miejskich trawnikach i chodnikach – jaki jest ich stosunek do przyjętych zasad.

 

Konsultacja społeczna — instytucja demokracji bezpośredniej – polega na wyrażeniu przez członków zbiorowości opinii w przedstawionej sprawie. Tworzy się w ten sposób dwustronna relacja, powstająca z inicjatywy administracji państwowej. W odróżnieniu od referendum wyniki konsultacji nie są wiążące dla organów władzy publicznej.

 

Data publikacji Blog |

Śmiać się czy płakać?

cmentarz

 

 

 

W poniedziałkowej „Gazecie Stołecznej” (16.06.2014)  znalazł się artykuł na temat wniosku SLD o dymisję dyr. Chazana.  Przy okazji wspomniano w tym tekście o działającej (przy tej miejskiej placówce medycznej) ośmio osobowej Radzie Społecznej, która nie zajęła na razie stanowiska w sprawie zarzutów wobec dyrektora.

Afera aferą, rada radą, a mnie rozłożyło na łopadki co innego – otóż w skład Rady Społecznej wchodzi pani Magdalena Rogozińska. I nie raziłoby to specjalnie, gdyby nie fakt, że osoba ta jest Prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych, czyli spółki zajmującej się świadczeniem usług pogrzebowych.

 

Jak dla mnie to kuriozalne zestawienie.

Pan Dyrektor Chazan dba o nasze morale – o standardy duchowe i fizyczne życia doczesnego  a także przezornie pilnuje naszych perspektyw na przyszłość (bo kto myśli tak dalekosiężnie!?).

Pani Prezes opiekuje się naszymi doczesnymi szczątkami. Nie ma się więc co bać – tylko walić drzwiami i oknami  na Madalińskiego – bo lepszej i bardziej kompleksowej opieki nikt nam w tym mieście nie zaoferuje.

Kupą Mości Panie!

 

 

 

Ze strony MPUK:

 

„Początki naszej firmy sięgają 1945 roku, gdy powołano Miejski Zakład Pogrzebowy, dziś jesteśmy największą w Warszawie firmą zajmującą się usługami pogrzebowymi. Lata doświadczeń, wypracowane metody działania oraz zaplecze pozwala na szczególne troskliwe wsparcie rodzin oraz osób dotkniętych utratą kogoś bliskiego. Naszym celem jest profesjonalne wsparcie i spełnienie wszelkich oczekiwań. Jesteśmy do Państwa dyspozycji i można nam w pełni zaufać.”

 

Data publikacji Blog |

Zabawa w Boga

Temat trudny i bolesny. Ale bardzo życiowy. Lekarz, w imię własnych przekonań, odmawia przeprowadzenia aborcji ciężko uszkodzonego płodu. I być może jest w tym jakaś mądrość. Ale z mojego punktu widzenia brakuje tu empatycznego spojrzenia na dramat matki. Są, na pewno kobiety, które urodzą ciężko chore dziecko i przyjmą jego śmierć jako boską decyzję. Ale ich wiara w wyroki przeznaczenia to nie jest powód aby inne kobiety przyjmowały cierpienie w ten sam sposób. A moim zdaniem noszenie dziecka przez 9 miesięcy to wielki wysiłek fizyczny i emocjonalny. Niezmiennie mający swój finał w narodzinach dziecka. Gdy jednak przychodzi ono na świat ciężko chore i to w stopniu, który nie pozwala mu żyć (o czym matka wie od początku ciąży)– to całe to poświęcenie mija się z celem. Kobieta nie po to decyduje się oddać swoje ciało aby na koniec dziecko stracić.

Jeśli w pełni świadomie podejmuję decyzję i zgadzam się na to aby moje ciało uległo deformacji oraz aby cierpieć w trakcie porodu – to dla wartości większej niż moje życie. Dla dziecka. Jeśli miałabym przejść przez całą ciążę i trud porodu wiedząc, że nie będę się cieszyć macierzyństwem a opłakiwać moje dziecko – to wolałabym nigdy w ciążę nie zachodzić. I dziwię się, że są ludzie, którzy próbują za innych decydować w tak dramatycznych sytuacjach. Nie rozumiem tego. Skoro medycyna ma narzędzia diagnostyczne a prawo przewiduje możliwość usunięcia ciąży – to decyzja powinna spoczywać jedynie na barkach matki. Kobiety, która na skutek prawdopodobnych powikłań okołoporodowych może już nigdy nie zajść w ciążę i nie mieć szansy urodzić zdrowego dziecka. To ona musi ocenić czy większą traumą będzie aborcja czy śmierć donoszonego dziecka. Jej sumienie zostanie najbardziej obciążone decyzją. I to ona, być może, odpowie przed najwyższą instancją. Ale to jej życie i jej sumienie. Nie lekarza.

Kierowanie kobiety do hospicjum to cynizm najgorszego gatunku. I działanie na niekorzyść społeczeństwa, które zostaje obciążone nie tylko kosztami prowadzenia ciąży ale także porodu i opieki terminalnej nad dzieckiem. A być może również leczeniem matki, która będzie wymagała pomocy psychiatry. Czysto racjonalnie podchodząc do tematu – państwo ma interes w sprowadzaniu na świat zdrowych obywateli, którzy w przyszłości zasilą budżet państwa. Rodzenie za wszelką cenę (nawet dziecka skazanego na śmierć) – to działanie wbrew interesowi publicznemu. Koszty ponoszą, bowiem, wszyscy podatnicy – i ci wierzący i ci niewierzący.

Data publikacji Blog |

Wolność moja kończy się tam, gdzie zaczyna twoja

Słuchałam w piątek niezwykle ciekawej rozmowy w Radiu TOK FM na temat lekarskiej „deklaracji wiary”. Gościem była prof. Ewa Łętowska (polska prawniczka, profesor doktor habilitowany nauk prawnych; pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego).

Jej opinia w tej sprawie, oparta na wszechstronnej znajomości prawa, pomogła uporządkować moje własne refleksje na ten temat.

Każdy w Polsce zgodnie z konstytucją ma zagwarantowane prawo do wolności sumienia. Ale ta sama konstytucja gwarantuje prawo do ochrony zdrowia (równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej). Jednocześnie Polska jest państwem świeckim w którym obowiązuje (jak najbardziej świeckie) prawo, do którego przestrzegania wszyscy są zobowiązani.

Państwo ma obowiązek zapewnić obywatelowi to, co mu się prawnie należy, czyli w tym wypadku wykonanie zapewnionej w prawie (dozwolonej na poziomie ustawowym) procedury medycznej w publicznym szpitalu czy przychodni. Lekarz, pracujący w państwowej służbie zdrowia jest funkcjonariuszem publicznym i jeśli sumienie zabrania mu wykonania konkretnej procedury, to powinien bez zbędnej zwłoki skierować pacjenta do innego lekarza.

Pani Profesor powiedziała, że musi być zachowana proporcjonalność do korzystania z własnej wolności sumienia i zagwarantowania dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej osobom o innym światopoglądzie. A ponadto nie ma czegoś takiego jak klauzula sumienia szpitala a jedynie pojedynczej osoby. Tymczasem indywidualna wola lekarza nie może stawać ponad prawem.

Na koniec Pani Profesor dodała, że nie jest dobrym sygnałem odcinanie się resortu zdrowia od tej sprawy i traktowanie „deklaracji wiary” jako aktu całkowicie prywatnego. Państwo, bowiem, stać powinno na straży przestrzegania prawa i dopilnować aby funkcjonariusze publiczni wykonywali swoje obowiązki zgodnie z zapisami ustawy.

 

Data publikacji Blog |