W drodze do Rumunii – rząd polski w Krzemieńcu we wrześniu 1939 roku

W pierwszych dniach II wojny światowej, Krzemieniec stał się nieoczekiwanie teatrem wydarzeń, które zapisały się jako jedne z najbardziej dramatycznych kart polskiej historii. Bo z punktu widzenia polskiej racji stanu, polskiej państwowości opuszczenie Warszawy przez Prezydenta i rząd polski – było wydarzeniem tragicznym, niosącym poważne konsekwencje polityczne i społeczne. Opuszczenie Warszawy przez władze, choć w pełni uzasadnione względami strategicznymi – zapewnienia ciągłości rządzenia państwem – było konsekwencją braku planów obrony Warszawy. Było to wydarzenie bez precedensu między innymi dlatego, iż wplotło w najważniejsze akty polskiej historii ludzi i miejsca, które w innych okolicznościach nie stały by się naocznymi świadkami tak ważnych wydarzeń. Krzemieniec natomiast zaistniał w historii Polski nie tylko jako miejsce narodzin Juliusza Słowackiego oraz jako siedziba Liceum Krzemienieckiego. Przejazd części polskiego rządu przez Krzemieniec było dla tego miasta wydarzeniem niezwykłym i na pewno nobilitującym. I patrząc z tej perspektywy warto to przypomnieć.

Krzemieniec od marca 1939 r. powoli lecz nieubłaganie szykował się do wojny, choć uwagę opinii publicznej w znacznie większym stopniu zaprzątały obchody J. Słowackiego, które zainaugurowano w kwietniu 1939 r. Zgodnie w wcześniejszymi ustaleniami miały one trwać do września 1939 r., wówczas bowiem planowano kulminacyjne uroczystości (od 4 września 1939 r.), aby upamiętnić datę urodzin wieszcza. Nikt wówczas nie przewidywał, że ciąg uroczystości rocznicowych przerwie nadciągająca wojna, która jednak, według ówczesnych prognoz, miała trwać krótko i zakończyć się zwycięstwem. Świadomość zbliżającego się niebezpieczeństwa manifestowana jednak była w mniej lub bardziej jednoznaczny sposób – zbiórkami na Fundusz Obrony Narodowej, powołaniem do życia Ośrodka Propagandy Pogotowia Moralnego mającego współpracować ze wszystkimi organizacjami kobiecymi czy utworzeniem Komitetu Pożyczki Przeciwlotniczej w którego skład weszli przedstawiciele około 40 organizacji na terenie Krzemieńca. Komitet wydał odezwę w której znalazło się między innymi takie sformułowanie: „Przeżywamy wszyscy dni wielkiego napięcia wobec rzeczy, które dzieją się w całym świecie. Gorączkowo dozbrajają się wszystkie państwa wobec grozy nadchodzącej wojny. Łudzenie się, że jej unikniemy jest tylko łudzeniem się (…)”[1]. Krzemieniec więc spodziewał się wojny i się do niej przygotowywał, choć uroczystości rocznicowe J. Słowackiego pochłaniały znaczną część uwagi mieszkańców miasteczka. Nikt jednak nie przewidział, że Krzemieniec stanie się jednym z ostatnich polskich miast na drodze polskich władz do Rumunii.

Wojna niemiecko-polska we wrześniu 1939 r. była praktycznie nie do uniknięcia, szczególnie od czasu zajęcia przez Niemców Czechosłowacji. Władze Rzeczypospolitej, niewątpliwie zdawały sobie sprawę z dysproporcji sił. Tym niemniej, szczególnie po podpisaniu paktu z Wielką Brytanią, wydaje się, że nie sądziły, iż do działań przeciw Polsce włączą się Sowieci, oraz że klęska będzie tak szybka i tak całkowita. Tym chyba należy tłumaczyć fakt nie przygotowania Warszawy do roli niemalże ostatniej „twierdzy” Rzeczypospolitej[2]. Stolica Polski we wrześniu 1939 r. nie była twierdzą, ani nie była przygotowana do obrony. Marian Porwit uważa, iż polskie dowództwo rozwinęło wojska z zamiarem stoczenia bitwy walnej w pierwszej fazie wojny. Na podstawie wyników tej bitwy Naczelny Wódz miał wskazać armiom ich następne zadania[3]. Wyraźnie polskie dowództwo nie doceniło operatywności niemieckich dywizji pancernych, lekkich i zmotoryzowanych, ani nie uwzględniło ogromnej przewagi lotnictwa niemieckiego. Zdaniem M. Porwita, w planach naczelnego dowództwa Warszawa była miejscem pobytu naczelnego dowództwa i władz państwowych oraz miała być największym wojskowym węzłem komunikacyjnym i punktem przeprawy przez Wisłę z 2 mostami kolejowymi i 3 mostami drogowymi[4]. Tak więc Warszawa nie była zawczasu przygotowywana do obrony, chociaż w toku działań wojennych przyszło jej pełnić funkcję twierdzy.

Wojna zaczęła się o świcie 1 września 1939 r. (piątek) i już tego dnia bombardowany był Zamek Królewski w Warszawie, gdzie znajdowała się siedziba Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej[5]. Zamek nie posiadał schronów przeciwlotniczych, toteż już w nocy z 1 na 2 września prezydent Ignacy Mościcki ewakuowany został do miejscowości Błota pod Warszawą. W nocy z 5 na 6 września prezydent przeniósł się do miejscowości Samoklęski w okolicach Lubartowa, a następnie do Ołyki[6].

Nadzwyczaj szybkie postępy wojsk niemieckich spowodowały, iż 3 września 1939 r. (niedziela) przed południem, naczelny wódz wydał ministrowi spraw wojskowych ustny rozkaz, potwierdzony o 15.30 na piśmie, którego początek brzmiał: Wobec możliwości przeniknięcia przez linię frontu oddziałów pancernych Naczelny Wódz polecił Panu Generałowi: zorganizować obronę Warszawy od południa, zorganizować obronę mostów i przejść na Wiśle od Modlina włącznie po Sandomierz włącznie oraz przygotować na tym odcinku mosty do zniszczenia[7].

Realizując ten rozkaz, minister spraw wojskowych (gen. dyw. Tadeusz Kasprzycki) na dowódcę obrony Warszawy wyznaczył gen. Waleriana Czumę (wcześniej komendanta głównego Straży Granicznej). 4 września (poniedziałek) gen. T. Kasprzycki podporządkował gen. W. Czumę generałowi Mieczysławowi Ryś-Trojanowskiemu – dowódcy Okręgu Korpusu I, będącemu jednocześnie dowódcą obrony odcinka Wisły od Dęblina do Modlina. Jednocześnie rozszerzono odcinek obrony Warszawy na północy do Legionowa-Jabłonny, a na południu do Karczewa (w tym przeprawa przez Wisłę w Świdrach Małych)[8]. Tego dnia zapadła też decyzja o częściowej ewakuacji rządu do Lublina.

Plan ewakuacji centralnych władz państwowych na wschód powstał jeszcze przed wojną. Nie przypuszczano jednak, że taka konieczność nastąpi. Minister spraw zagranicznych Józef Beck otrzymał osobiście polecenie od prezesa rady ministrów Felicjana Sławoj-Składkowskiego, aby jeszcze 4 września przygotować ewakuację, zaś w dniu następnym, 5 września (wtorek), przesunąć rząd na Wołyń z centralą w Łucku[9]. W nocy z 4 na 5 września ewakuowano Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) wraz z korpusem dyplomatycznym do Nałęczowa i Kazimierza nad Wisłą[10]. Rząd opuścił Warszawę w nocy z 5 na 6 września. Wraz z rządem ewakuowali się też ambasadorowie[11]. 5 września (wtorek) część znajdującej się w Warszawie obrony przeciwlotniczej wycofano do Brześcia, Lwowa, Lublina i Łukowa. Do obrony przed samolotami wroga zorganizowana została lotnicza Brygada Pościgowa (65 oficerów, 594 szeregowych i 54 samoloty) pod dowództwem płk Stefana Pawlikowskiego. Brygada Pościgowa broniła warszawskiego nieba do zmierzchu 6 września, a następnie została wysłana na lotniska w rejonie Lublina.[12]

MSZ i korpus dyplomatyczny pierwotnie miał się ewakuować do Włodzimierza Wołyńskiego, a następnie do Krzemieńca. W myśl tych zarządzeń nastąpiło przesunięcie MSZ i części korpusu dyplomatycznego (nuncjusz apostolski w Polsce Philippe Cortesi oraz kilka ważniejszych poselstw) najpierw do Nałęczowa[13]. Minister J. Beck jeszcze w Warszawie w prywatnej rozmowie poprosił min. Jana W. Szembeka (podsekretarza stanu w MSZ), aby pojechał do Nałęczowa celem zorganizowania prac Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Departament Administracyjny i Konsularny MSZ miały pozostać w Kazimierzu nad Wisłą. Tam również miał się znajdować „protokół, departament polityczny oraz szyfry”. Sam minister J. Beck pozostał jeszcze w Warszawie a z nim gabinet ministra, sekretarz, dyrektor Józef Alfred Potocki, dyrektor Tadeusz Kobylański i część „szyfrów”. Wieczorem 5 września min. J.W. Szembek zameldował telefonicznie (z Nałęczowa) J. Beckowi brak łączności oraz brak obrony przeciwlotniczej[14].

6 września (środa) Warszawę opuścił Naczelny Wódz – marszałek Edward Rydz Śmigły i udał się do Twierdzy Brzeskiej[15]. Minister J. Beck zgodnie z planem przesunął swój najściślejszy sztab w pobliże kwatery głównej w Brześciu[16]. Do Łucka zaczął napływać personel urzędów, które przeszły przez Lublin. Przybyli urzędnicy zostali umieszczeni w Łucku lub odesłani, w myśl planu ewakuacji, do Dubna i Równego, albo do wsi okolicznych[17].

W Nałęczowie zatrzymano się tylko na kilka godzin. Stacja kolejowa została zbombardowana, gdy tylko Niemcy dowiedzieli się, że ma się tam przenieść korpus dyplomatyczny. Wieczorem 6 września (środa) dalsze postępy wojsk niemieckich zmusiły władze polskie do wyznaczenia nowego miejsca stacjonowania MSZ i korpusu dyplomatycznego[18]. Gdy tylko do Nałęczowa dotarło, za pośrednictwem wojewody lubelskiego, zarządzenie premiera o ewakuacji MSZ do Krzemieńca i Wiśniowca – min. J. W. Szembek zarządził zawiadomienie wszystkich misji dyplomatycznych obecnych w Nałęczowie i Kazimierzu o planie ewakuacji (przez Lublin, Łuck do Krzemieńca). O 500 rano 7 września (czwartek) min. Szembek jako ostatni opuścił Nałęczów, pozostawiając min. Mirosławowi Arciszewskiemu (wiceministrowi spraw zagranicznych) ewakuację pozostałych osób[19].

Rano 7 września (czwartek) z Lublina wyjechał min. J. W. Szembek wraz z żoną[20]. Po noclegu w okolicach Łucka (w mieście nie było gdzie przenocować) wyruszył do Krzemieńca, gdzie dotarł późnym wieczorem. Zatrzymał się w Starostwie dla otrzymania kwatery. Starosta Jan Zaufall zdał mu sprawę z sytuacji i poinformował, którzy dyplomaci zostali już zakwaterowani. Kwaterunkami zajmowali się urzędnicy pod kierunkiem pracowników protokołu. Dla ministrów J. Becka i J.W. Szembeka przeznaczona została kwatera w budynku Liceum Krzemienieckiego[21]. Zaraz po przybyciu J. W. Szembek nawiązał połączenie telefoniczne z min. J. Beckiem informując go o przybyciu oraz doniósł, że korpus dyplomatyczny przygotowuje się do opuszczania terytorium Polski – co motywowane jest brakiem kontaktu z rządem. Uważał, że naprawić sytuacje może tylko przybycie J. Becka do Krzemieńca[22].

W sobotę 9 września 1939 r. nastąpiło właściwe natarcie Niemców na Warszawę[23]. Premier F. Sławoj-Składkowski wraz z min. Eugeniuszem Kwiatkowskim (wicepremierem i ministrem skarbu) pojechali się do Ołyki, gdzie w zamku księcia Radziwiłła przebywał prezydent Mościcki. Rozmowy dotyczyły sytuacji politycznej, gospodarczej i wojennej. W godzinach popołudniowych min. J. Beck udał się do kwatery w twierdzy w Brześciu, by poinformować naczelnego wodza, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza o swojej decyzji wyruszenia do Krzemieńca. Pod jego nieobecność odbył prywatną rozmowę z generałem Kazimierzem Sosnkowskim, który był zdania, że kampania jest już przegrana i że należy przesunąć rząd i te oddziały, które można jeszcze oderwać od nieprzyjaciela – do Rumunii, szukając drogi, która by pozwoliła w przyszłości na odbudowę polskich sił zbrojnych na terenach opanowanych przez aliantów. Decyzja jednak należała do naczelnego wodza. Tego samego dnia w godzinach wieczornych podjął on niezbędne decyzje, które zmierzały do konfrontacji zbrojnej – czyniąc siłom niemieckim możliwie jak największe straty. W tych okolicznościach min. J. Beck wyruszył do Krzemieńca (przed północą 9 września)[24].

W Krzemieńcu życie toczyło się jeszcze dość spokojnym rytmem, zakłóconym tylko napływem wielu gości. Korpus dyplomatyczny stołował się w refektarzu Liceum Krzemienieckiego. W podziemiu Liceum pracował Wydział Prasowy, który wydawał biuletyn dla zagranicznych dziennikarzy, których w Krzemieńcu było pełno. Prowadzony był nasłuch stacji zagranicznych[25]. Od 8 września (piątek) działała, zainstalowana na Górze Bony, radiostacja MSZ wywieziona z Warszawy[26]. Od rana 9 września (sobota) trwała organizacja kwater oraz biur dla sztabu ścisłego. Dyrektor Aleksander Łubieński przedstawił J.W. Szembekowi listę przybyłych do Krzemieńca misji dyplomatycznych z której wynikało, że w Warszawie pozostali posłowie: litewski, finlandzki, norweski, portugalski, chiński oraz kilku południowo-amerykańskich. Rzut drugi MSZ został umieszczony w Białokrynicy koło Krzemieńca. Wieczorem zjawił się w Krzemieńcu, przybywający jako kurier z Rzymu, ksiądz prałat Walerian Meysztowicz (w drodze do Wilna)[27].

W niedzielę 10 września w kościele została odprawiona msza na której obecna była znaczna większość korpusu dyplomatycznego. Z ambasadorów zjawił się jedynie ambasador Włoch, baron Pietro Arone di Valentino[28]. Późno w nocy z 10 na 11 września do Krzemieńca dotarł min. J. Beck . Miejsce noclegu znalazł w „koczowisku” MSZ w gmachu seminarium nauczycielskiego. W miejscowej plebanii – jak się okazało przebywali Nuncjusz Apostolski w Polsce F. Cortesi oraz ksiądz kardynał August Hlond – Prymas Polski (który jakoby znajdował się w drodze do Rzymu)[29].

Krzemieniec nie był przygotowany na najazd tylu „ekscelencji”, samochodów, cudzoziemców i innych gości z Warszawy. Wyżywienie takiej masy przybyszów napotkało trudności, ale dzięki energii i pomocy miejscowych notabli i władz udało się zorganizować stołówkę. Samoloty niemieckie kilkakrotnie krążyły nad Krzemieńcem i skoro nie można było inaczej zapewnić zaciemnienia wyłączano prąd elektryczny [30].

O godzinie 1000 rano 11 września 1939 r. (poniedziałek) rząd był obecny in corpore na uroczystym nabożeństwie odprawionym w katedrze łuckiej przez biskupa łuckiego Adolfa Szelążka, za „pomyślność naszej sprawy i oręża polskiego”. Łuck był regularnie rano i ok. 1700 bombardowany. Do miasta przybywały coraz większe grupy uciekinierów, którzy z powodu braku benzyny nie byli w stanie przemieszczać się dalej. Biuro kwatermistrza generalnego pracowało pełna parą. Zostały założone kwatermistrzostwa: w Równem, w Krzemieńcu oraz Dubnie. Kwatera Główna nadal stacjonowała w Brześciu. Tymczasem Niemcy napierali na front również od północy. W przypadku konieczności cofnięcia się planowano obronę na cyplu południowym Polski, opierając się na granicach węgierskiej i rumuńskiej, na linii rzek Styj i Dniestr[31].

Do Krzemieńca przyszedł rozkaz ewakuowania Liceum Krzemienieckiego w celu założenia tam szpitala na 1000 łóżek. W rozmowie z J. Beckiem – J.W. Szembek zasugerował stworzenie planu ewakuacji z Krzemieńca, szczególnie, że mogło dojść do zajęcia zabudowań licealnych przez wojsko[32]. Tego samego dnia J. Beck wygłosił krótką przemowę do przedstawicieli misji dyplomatycznych, między innymi dziękując w imieniu rządu, że z poświęceniem osobistym spełniają swój obowiązek. Potem J. Beck prowadził rozmowy polityczne głównie z ambasadorami państw sprzymierzonych[33]. O 1830 odbyła się odprawa całego korpusu dyplomatycznego, który jeszcze był w komplecie – 17 posłów i 7 ambasadorów[34]. Tymczasem nuncjusz F. Cortesi zwrócił się do J. Becka z pomysłem swojego powrotu do Warszawy z chwilą, gdyby korpus dyplomatyczny zmuszony był opuścić terytorium Polski. J. Beck odpowiedział między innymi, że krok ten mógłby wywołać poważne nieporozumienia, szczególnie w sytuacji, gdy nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy wojny[35]. Tego samego dnia ambasador radziecki – pod pretekstem konieczności wykonania telefonu do Moskwy i odwiezienia żony – opuścił samochodem Krzemieniec, zabierając ze sobą rodzinę i cały personel[36].

Od rana 12 września (wtorek) w Krzemieńcu trwał dzień targowy. Niebo było bezchmurne. Około 1100 nieoczekiwanie rozpoczęło się bombardowanie miasta. Według niedokładnych danych zginęło około sześćdziesięciu osób, zaś sto dwadzieścia zostało rannych[37]. Został zmasakrowany plac targowy, ludzie byli ostrzelani z karabinu maszynowego. Wśród dyplomatów wybuchła panika i jeszcze większe oburzenie[38]. W korpusie dyplomatycznym panował zamęt, stan oszołomienia i kompletnego zaskoczenia oraz niezdolność zrozumienia co się dzieje. Nie można było wyeliminować plotek i pogłosek, skąpych i sprzecznych informacji. Szefowie misji postanowili zebrać się na naradę u nuncjusza, który zaproponował tekst protestu, który każdy z obecnych dyplomatów przesłał następnie do swojego rządu. W międzyczasie, prawie bezpośrednio po nalocie, min. J. Beck udał się do F. Cortesiego by wyrazić żal, że korpus dyplomatyczny był narażony na tak wielkie niebezpieczeństwo. Pod wrażeniem nalotu wśród dyplomatów zaczęła się manifestować coraz silniejsza chęć szybkiego wyjazdu z Krzemieńca. Najbardziej nastraszeni byli posłowie: szwajcarski, węgierski i estoński[39].

Tego samego dnia – jeszcze przed bombardowaniem – ambasador brytyjski Howard William Kennard spotkawszy min. J. W. Szembeka – sugerował ewakuowanie mniej ważnych dyplomatów za granice rumuńską, co ułatwiłoby aprowizację Krzemieńca. Wieczorem w Ołyce u prezydenta odbyła się narada w składzie: marszałek E. Śmigły-Rydz, min. J. Beck i min. F. Sławoj-Składkowski. Marszałek poinformował, że naczelne dowództwo przeniosło się do Młynowa na północ od Dubna. Zaznaczył, że w chwili przejścia Niemców przez Bug zajdzie konieczność przeniesienia kwatery głównej w rejon Kołomyi[40]. W tym czasie w Krzemieńcu min. J. W. Szembek wraz ze współpracownikami zajmował się przygotowywaniem ewakuacji z Krzemieńca, tak by mogła być ona przeprowadzona sprawnie i bez nieporządku. Zaczęto też palić mniej ważne dokumenty z archiwum[41].

W środę 13 września bombardowania uniemożliwiły łączność między J. Beckiem a prezesem rady ministrów urzędującym w Łucku. Poselstwa akredytowane przy rządzie wysłały swoje delegacje do nuncjusza F. Cortesiego – domagając się ewakuacji korpusu dyplomatycznego wobec niemożności zagwarantowania jego bezpieczeństwa. Powstrzymali się od tego ambasadorowie oraz egipski chargé d’daffaires. Minister J. Beck za pośrednictwem nuncjusza poinformował szefów misji, że nie mogąc ich zabezpieczyć przed atakami lotniczymi pozostawia im wolna rękę co do pozostania lub wyjazdu z Polski. Wobec tego posłowie opuścili Krzemieniec udając się do Rumunii. Ambasadorowie oświadczyli natomiast, że dopóki J. Beck pozostaje, uważają za swój obowiązek reprezentować czynnie szefów swych państw[42].

W nocy z 13 na 14 września o 030 przybył do Krzemieńca dyrektor Tadeusz Kobylański (wicedyrektor Departamentu Polityczno-Ekonomicznego MSZ i naczelnik Wydziału Wschodniego) z pułkownikiem Stanisławem Józefem Biegańskim (oficerem łącznikowym Naczelnego Dowództwa z MSZ) i zakomunikowali J. Beckowi, że kwatera główna i rząd oraz oddziały pancerne i przeciwlotnicze towarzyszące kwaterze głównej są w pełnym odwrocie ku granicy rumuńskiej i zażądali ogłoszenia ewakuacji. J. Beck odpowiedział, że bez rozkazów tego nie zrobi. O 645 wicedyrektor Tadeusz Gwiazdowski (MSZ) doręczył pisemny meldunek z zawiadomieniem, że premier zarządził natychmiastową ewakuację MSZ do rejonu Kosów-Kuty[43]. W ciągu dnia w Krzemieńcu było kilka alarmów przeciwlotniczych, ale bombardowanie już się nie powtórzyło[44].

14 września (czwartek) J. Beck ze ścisłym sztabem odjechał do Kut trasą przez Wiśniowiec, Zbaraż, Trembowlę, Tarnopol, Kopyczyńce, Horodenkę i Kosów[45]. Prezydent przeniósł się do majątku Załucze koło Śniatynia. Niemcy przeszli rzekę Bug pod Kryłowem i szybko ruszyli dalej w kierunku wschodnim. Dyplomacja wczesnym rankiem opuściła Krzemieniec zatrzymując się na kilka godzin w Zaleszczykach – które niebawem również zostały zbombardowane. Większość członków korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Polsce zdecydowała się przenieść do Bukaresztu. Ambasadorowie Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Turcji i Francji a także nuncjusz F. Cortesi udali się do Kut na granicę rumuńską[46].

Rząd ewakuował się stopniowo pojedynczymi samochodami w godzinach popołudniowych, tak aby następnego dnia rano znaleźć się w rejonie Kosowa. W pierwszym rzucie jechać mieli tylko najważniejsi urzędnicy – reszta miała dotrzeć w kolejnych dniach. Kwatera główna nadal stacjonowała w Młynowie. Minister F. Sławoj-Składkowski wyruszył około 1600 z Łucka (w którym został wojewoda wołyński Aleksander Hauke-Nowak i cały jego sztab) kierując się na Dubno. Wstąpił po drodze do Młynowa do kwatery głównej. Wieczorem dotarł do Krzemieńca, gdzie ludność pod nadzorem wojska ustawiała barykady przeciwczołgowe z kamieni wyrywanych z bruku ulicznego. Ponieważ objazdy drogi Wiśniowie-Zbaraż zostały już doprowadzone do porządku premier F. Sławoj-Składkowski opuścił przeludniony Krzemieniec[47].

W piątek 15 września (piątek) rano min. J. W. Szembek otrzymał informację, iż cały Kosów został zajęty przez Ministerstwo Spraw Wojskowych i wobec tego całe MSZ i cały korpus dyplomatyczny musi być umieszczony w Kutach. Minister J. Beck wydał polecenie by do Kut sprowadzić tylko szefów misji, każdy najwyżej z jednym urzędnikiem. Reszta personelu ambasad i poselstw winna była pozostać w Zaleszczykach lub udać się do Rumunii. Postanowił również by biura Sztabu Ścisłego umieszczone zostały w dwóch pokojach domu gminnego w Starych Kutach. Pozostałe biura MSZ miały zostać przeniesione do gmachu sądu, za wyjątkiem wydziału prasowego, który dostał lokal dyrekcji lasów[48]. Tego dnia dojechała również do Kut radiostacja MSZ. Naczelne dowództwo koło południa przybyło zaś do Kołomyi[49].

17 września (niedziela) od rana trwał eksodus ku granicy rumuńskiej. W nocy z 17 na 18 września naczelne władze Rzeczypospolitej na czele z prezydentem I. Mościckim, premierem F. Sławojem-Składkowskim i naczelnym wodzem E. Śmigłym-Rydzem opuściły Polskę przez most graniczny w Kutach na rzece Czeremosz, udając się do Czernowiec na terytorium Rumunii[50]. 17 września do Krzemieńca wkroczyły oddziały radzieckie, zaś sowiecka administracja przejęła miasto[51].

Nie ulega wątpliwości, że Krzemieniec zapisał się w historii Polski i w historii II wojny światowej. Zagościł w międzynarodowej korespondencji, w oficjalnych pismach i prasie międzynarodowej – razem z polskimi urzędnikami i korpusem dyplomatycznych podróżowali bowiem również dziennikarze, fotografowie i fotoreporterzy. Tych kilka krzemienieckich dni zostało zauważonych przez świat. Mały prowincjonalny Krzemieniec przez 6 dni, między 8 a 14 września – przynajmniej dla świata – pełnił funkcję stolicy Polski płacąc za to wysoką cenę – jedyne we wrześniu 1939 r. bombardowanie, które kosztowało życie i zdrowie wielu jego mieszkańców.

[1] „Życie Krzemienieckie”, nr 3, 1939 r., s. 101.
[2] W tym miejscu kolejny raz powraca kwestia potencjału ekonomicznego państwa, którego jednym z przejawów jest możliwość budowy obiektów obronnych. Polska okresu międzywojennego czyniła gigantyczny wysiłek na wzmocnienie swoich możliwości militarnych, przeznaczając średnio ok. 1/3 budżetu na ten cel. Budowa fortyfikacji nie była priorytetem, toteż realizowano je w ograniczonym zakresie tylko na najbardziej zagrożonych odcinkach.
[3] M. Porwit, Obrona Warszawy we wrześniu 1939 r., Warszawa 1969, s. 11.
[4] Ibidem, s. 14.
[5] Informację o bombardowaniu Zamku w dniu 1 września podaję za Głowackim; patrz: L. Głowacki, Obrona Warszawy i Modlina na tle kampanii wrześniowej 1939, Warszawa 1985, s. 41. Nie potwierdza tego faktu Bartoszewski pisząc, iż 1 września o świcie niemieckie bomby spadły na lotnisko Okęcie i osiedla mieszkaniowe na Rakowcu i Kole (ul. Obozowa); patrz: W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, Kraków 1974, s. 23.
[6] L. Głowacki, op. cit., s. 42.
[7] M. Porwit, op. cit., s. 32.
[8] L. Głowacki, op. cit., s. 24.
[9] T. Tomaszewski, Byłem szefem Sztabu Obrony Warszawy w 1939 r., [w:] Obrona Warszawy 1939 r. we wspomnieniach, Wydawnictwo MON, Warszawa 1984, s. 116-118.
[10] K. Dunin-Wasowicz, Warszawa w latach 1939-45, PWN 1984, tom 5, s. 24.
[11] T. Tomaszewski, op. cit., s. 116-118.
[12] L. Głowacki, op. cit., s. 38.
[13] J. Beck, Ostatni raport, PIW, Warszawa 1987, s. 187-188.
[14] J.W. Szembek, Diariusz, wrzesień-grudzień 1939, PAX, Warszawa 1989, s. 27-29.
[15] K. Dunin-Wąsowicz, op. cit., s. 24.
[16] J. Beck, op. cit., s.188-189.
[17] F. Sławoj-Składkowski, Nie ostatnie słowo oskarżonego. Wspomnienia i artykuły, Wydawnictwo LTW, Warszawa 2003, s. 276.
[18] L. Noël, Agresja niemiecka na Polskę, PAX, Warszawa 1966, s. 408-409.
[19] J.W. Szembek, op. cit., s. 30-31.
[20] Ibidem, s. 32.
[21] Ibidem, s. 35.
[22] J. Beck, op. cit., s.188-189.
[23] T. Tomaszewski, op. cit., s. 65.
[24] J. Meysztowicz, Wspomnienia ze służby zagranicznej, [w:] Przed i po wrześniu. Ze wspomnień młodych dyplomatów II Rzeczpospolitej, WN PWN, Warszawa 1998, s. 62.
[25] K. Krzyżanowska, Stłuczona porcelana, [w:] Przed wrześniem i po wrześniu. Ze wspomnień młodych dyplomatów II Rzeczpospolitej, WN PWN, Warszawa 1998, s. 243-244.
[26] J. Meysztowicz, op. cit., s. 63.
[27] J.W. Szembek, op. cit., s. 36-38.
[28] Ibidem, s. 39.
[29] J. Meysztowicz, op. cit., s. 64-65.
[30] Ibidem, s. 64.
[31] F. Sławoj-Składkowski, op. cit., s. 284-286.
[32] J.W. Szembek, op. cit., s. 46.
[33] J. Beck, op. cit., s. 194.
[34] L. Lubieński, Dziennik wrzesień-grudzień 1939, [w:] Przed wrześniem i po wrześniu…., s. 80.
[35] J. Beck, op. cit., s. 192-194.
[36] L. Noël, Agresja niemiecka na Polskę, PAX, Warszawa 1966, s. 412.
[37] J.W. Szembek, op. cit., s. 47.
[38] L. Lubieński, op. cit., s. 80.
[39] J.W. Szembek, op. cit., s. 48.
[40] F. Sławoj-Składkowski, op. cit., s. 286-292.
[41] J.W. Szembek, op. cit., s. 49.
[42] J. Beck, op. cit., s. 192-194.
[43] J. Beck, op. cit., s. 196.
[44] J.W. Szembek, op. cit., s. 50.
[45] L. Lubieński, op. cit., s. 81.
[46] L. Noël, op. cit, s. 415-416.
[47] F. Sławoj-Składkowski, op. cit., s. 293-295.
[48] J.W. Szembek, op. cit., s. 454.
[49] F. Sławoj-Składkowski, op. cit., s. 295-296.
[50] A.K. Kunert, Rzeczpospolita Walcząca. Wrzesień-grudzień 1939. Kalendarium, Warszawa 1993, s. 69.
[51] K. Krzyżanowska, op. cit., s. 246-247.

A. Sheybal-Rostek
tekst w trakcie publikacji